środa, 11 listopada 2009

Mała wielka miłość

Coraz więcej Helenki. I nie tylko po kurczącej się zawartości półki widać [za małe ubranka trafiają do innej części szafy].
Słychać to, czuć. Bo moja córeńka tak do nas czasami mówi i śpiewa, piszczy i zgrzyta. Po swojemu, ale z mocnym postanowieniem przekazania komunikatu.
Jest obok mnie w nocy, czuję jej ciepło, słyszę jej wzdychania. To takie magiczne, takie cudowne.
Chciałabym jej dać wszystko. Chciałabym ją przykleić do siebie.
To niewyobrażalne, jak mocno kocha się dziecko.
Aż boję się przyszłości, bo jak ją uchronić przed smutkiem, przed bólem?
To część człowieczeństwa, wiem, że muszę to zaakceptować.
Mam nadzieję, że będzie do mnie zawsze przychodzić, że zawsze będę ją przytulać, że będę dla niej oparciem.
Kończę już pisać, bo właściwie już rano, a ja mam wenę zawodową i robiłam prezentację.
Trzeba iść pocałować gładkie czoło. Naćpać zapachem najpiękniejszym. I zasnąć.
A ostatnio rzeczywiście śnią mi się same ćpuńskie wizje..

sobota, 31 października 2009

Rok

Mija rok od czasu, kiedy dowiedziałam się, że będę mamą. Te dwie kreski na teście były dla mnie wielkim zaskoczeniem. Andinek do mnie wtedy jechał z Warszawy i nie mogłam mu przez telefon powiedzieć, co się wydarzyło [wydarza właściwie]. No i dzwoniłam do niego i mówiłam: jedź spokojnie. Tylko jedź bezpiecznie. I on odpowiadał, że zawsze tak jeździ i co mi się stało, że tak gadam. No i gotowałam dla niego spaghetti i jak przyjechał to je jadł sam. Bo ja nie mogłam jeść z przejęcia. I jak zjadł, to kazałam mu otworzyć szafkę. I on otworzył. I wziął test do ręki. I zaczął pytać: czyli co? No i ja na to: no to. A on: czyli co? I ja: no to. I tak w kółko. Aż zapytał, czy jestem w ciąży, ja odpowiedziałam, że tak. I wtedy usiadł. I potem mnie przytulił.
I było trochę strasznie, a trochę nieokreślono magicznie.
A rano zadzwoniliśmy do jego mamy i krzyczała z radości do telefonu.
A potem byliśmy na Słowacji i w ogóle nie chodziliśmy do saun ani na basen.
Tylko byliśmy obok siebie i myśleliśmy, co to będzie.
No i był ślub i wesele. I Maroko. I przeprowadzka moja. I remont. I kopniaki Helenki. I oczekiwanie. I narodziny. I uczenie się macierzyństwa, rodzicielstwa.
No i teraz jesteśmy razem, nawet nie wiem, kiedy to wszystko się stało. Tak szybko mija czas.
Helenka śmieje się do nas, Helenka jest naszym cudem.
Naszym małym słoneczkiem w te zimne jesienne dni.

poniedziałek, 12 października 2009

Taka pustka w sercu

Tak trudno w to uwierzyć, że może go nie być. Bo zawsze był.
Tak trudno nie powiedzieć w słuchawkę "co ty mówisz?!". Bo się odruchowo to mówi.
Tak trudno nie mieć bólu w brzuchu. Bo jest cały czas.
Tak jest, jak ktoś odchodzi, kto mógłby jeszcze żyć.
Ten wpis jest dla mojego wujka, który umarł tak niespodziewanie.
Dla człowieka, który potrafił wkurzyć świętego.
Dla człowieka, który nie wypuścił ze swojego domu osoby, jeśli ta nie zjadła wszystkiego, co było na stole.
Dla człowieka, który miał taki fajny głos.
Który mówił do mamy Dziunia.
Już nikt tak do niej nie powie.

Nie wiem, jaki będzie pogrzeb. Strasznie się go boję.

czwartek, 17 września 2009

Relacja spomiędzy września

Przyszłam tutaj, bo dawno w Feminkowym zakątku nie myślałam. No toż jestem i myślę. I mi smutno, bo Pola Wesołowska, gwiazda, gwiazdeczka polskiego internetu odeszła.
Ech, aż się popłakałam nad tym sześcioletnim maluchem.
Od chwili, kiedy Helenka jest z nami, mocniej przeżywam takie rzeczy. Zrozumiałam miłość do dziecka, jak jest niesamowicie mocna, jak można bez wahania myśleć, że w chwili kryzysu odda się za dziecko życie.
Wróciliśmy do siebie po rodzinnym wojażowaniu. Planuję sobie cichutko jakieś ciepłe wakacje za rok. Bo 2009 to do końca powinno być odpoczywanie po wszystkich wrażeniach..
A u mnie jak zwykle sinusoida - energia miesza się z zamrożeniem, szczęście z obawami, gadanina z ciszą.
Na szczęście podobam się sobie. Przyszła w moim życiu chwila, kiedy akceptuję w całości moje ciało, nie walczę z nim. Zmieniło się po porodzie, dla mnie wypiękniało. Jestem mu wdzięczna, że podołało, że dało mi dziecko. Trzeba było 26 lat, żebym przestała na nie krzywo patrzeć. A przecież wcześniej było tak samo piękne.

Nasze bycie z Helenką jest odmienne od stereotypów - ja np. siedzę teraz z kotem o 4 rano i piszę posta, ojciec dziecka pół wieczoru nucił jakiś death-metal, a Helenka.. no cóż - ona z nas najporządniejsza, zasnęła po kąpieli i śpi słodko. Zaraz do niej pójdę i się będę narkotyzować jej ciepłem i zapachem.
Bo musicie wiedzieć, że się od tego uzależniłam - jestem helenkowym ćpunem.

sobota, 22 sierpnia 2009

Moje życie w zespole Ich Troje

Dawno mnie tutaj nie było. Dlaczego? Bo wirtual przegrywa ten mecz z realem. Życie jest teraz mocno doznaniowe. Np. teraz słyszę, jak Helenka śpi i to mnie napawa takim uczuciem spokojnego szczęścia. Doszłam już do siebie z tej dalekiej wyprawy. Moje ciało zaczyna działać normalnie. Czuję przypływ energii.
Mam takie myśli, jak się zdefiniować jako Feminka matka. Czy być matką wariatką czy matką pełną powagi. Jak to wszystko poukładać, jak to takie rozwichrzone (tak bardzo jak grzywka helleńskich włosów o nieokreślonym kolorze - złoto-rudo-platynowo-blond-różowym).
Chyba zaczynam kończyć tego posta - bo mnie nachodzą zdania sentymentalne, a taki ten blog być nie może.
Tak dobrze mi tutaj na tym szerokim łóżku, na którym jest nas troje plus niezawodny kot Żwirosław.

niedziela, 26 lipca 2009

Łorsoł

Jak nam się żyje? Tak dziwnie, tak testowo.
Wszystko w sumie takie samo a jednak inne..
Helenka, moja córeczka, Andi - jej tata. Kot zupełnie jakiś inny.
Jesteśmy rodziną, jesteśmy razem.
Mam takie wahania nastrojów. Wg Tracy Hogg to normalne. No niby tak, ale te smutne chwile mnie napadają podwójnie - bo jak już jest smutek, to i wyrzut sumienia, że przecież wszystko dobrze, więc skąd i po co ten smutek.
Czuję się trochę zawieszona w jakimś bezmiarze.
Jesteśmy pierwsi spośród znajomych, może dlatego tak czuję, że jesteśmy w innej rzeczywistości niż oni.
Jednocześnie zrozumiałam tak dużo. Zrozumiałam ludzi, którzy już mają dzieci. I zrozumiałam moją mamę. Ona zawsze mówiła - zobaczysz pewne rzeczy dopiero, jak sama będziesz mamą. No i nie chodzi tu o jakieś konkrety - tu chodzi o ten inny level postrzegania, inny pryzmat przed oczami.
Marzę o tym, żeby poleżeć na kocu pod drzewem. Żeby spędzić dzień na lenistwie, na bliskości z naturą. Może uda się w sierpniu.
Idę teraz popatrzeć na śpiącą Helenkę. Posłuchać jej śmiesznego pomrukiwania i wzdychania. O czym ten mały łebek myśli? Co mu się śni? Tajemnica..

czwartek, 16 lipca 2009

Post factum

Retrospektywa w tym poście musi być. Bo tyle się wydarzyło w tym życiu Feminki...
Helena śpi obok mnie. Za oknem Iwonicz żyje swoim zdrowym życiem.
To może opiszę poród, bo poród był się odbył. I nawet brałam w nim jakiś udział.

O godzinie 23, tuż po wysłaniu mailem kosztorysu prodżektu, poczułam COŚ.
Wtedy postanowiłam udawać, że nic nie poczułam.
Ale za chwilę znowu poczułam COŚ.
I wtedy już wiedziałam, że odeszły mi wody.
Ale nadal się oszukiwałam.
No ale po chwili myślenia nad tym, że jakoś mi żal rozstawać się z tym wielkim brzuchem i że w sumie się jeszcze nim nie nacieszyłam, nadeszła panika.
Oświadczyłam Andinkowi i teściowi, że wody płyną i zaczęłam profesjonalnie trząść dłońmi i uginać nogi ze strachu.
Andi przytomnie zapakował sobie prowiant i dopiero po mojej delikatnej sugestii poszedł po torbę z rzeczami do szpitala.
Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w ciemną spokojną noc.
Droga kołysała mnie i koiła nerwy. Chyba zaczęły działać jakieś hormony, bo czułam się jak na lekkim haju.
I mówiłam do Andiego, że mogłabym tak jechać i jechać.
Ale przyszedł kres kołysania. Mama Andiego była akurat na dyżurze, więc towarzyszyła nam w szpitalnej wędrówce.
No i się zaczęło... Magiczne słowa Trakt Porodowy mogą spokojnie zamienić na: Magiczna Ścieżka Bólu Prowadzącego Do Kresu Zwanego Szczęściem. Skurcze bolą niesamowicie. Zamraczają. Rzucają na kolana przed matką naturą. Obdzierają ze słów: dziękuję, proszę. Każą mówić: pić, nie, każą krzyczeć. Każą szukać pozycji zwierzęcia. A potem bóle parte, które powodują, że czuje się smak i zapach bólu. Że jest się na granicy życia i śmierci, snu i aktywności, bezsilności i mocy.
A potem słowa: ona ma jasne włoski. I moje zdziwienie, bo myślałam o niej tylko w kategoriach ciemnowłosych. I potem rodzi się to małe ciałko. I czuje się ulgę. Potem coś płacze. I nie wie się, że to dziecko płacze. I kładą coś na brzuch. To jest lekkie i ciepłe. I nie wie się, co to jest, ale się to dotyka delikatnie. Potem to zabierają. I się zasypia. I się jest zszywanym. A potem przystawiają to do piersi. I się strasznie płacze. Bo się nie myśli, tylko czuje. Czuje się dużo i mało zarazem. Ale chce się płakać. I się płacze, a ono, ona właściwie je. I teraz już wiadomo, że to jest moje dziecko. Że było w brzuchu, że jest teraz obok. I się je kocha i znowu chce się płakać.
Kurde, niesamowite to było...

Potem w szpitalu pierwsza doba obolała. A potem z każdym dniem lepiej. Wyjście do domu i nauka wspólnego obcowania. I teraz leży obok mnie. Jest taka podobna do Andiego. Połączyła nas na zawsze.

Kot jest ostrożny. Boi się jej. Chorował, zatruł się czymś. Przytulamy go, bo nie chcemy, żeby go bolał tyłek po tym upadku z piedestału.

Nie wiem, czy to hormony, ale strasznie się wzruszam. Jak patrzę na te jasne włoski i maleńkie rączki, zaraz chce mi się płakać. Nie mogę w to wciąż uwierzyć, że jestem mamą...